Geoblog.pl    DNA2007    Podróże    Czymkolwiek bądź, gdziekolwiek śpiąc...3 lata włóczęgi...     Sprasowana kokaina pod siedzeniem!!!
Zwiń mapę
2008
09
wrz

Sprasowana kokaina pod siedzeniem!!!

 
Peru
Peru, Tacna
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 107679 km
 
Do Peru wjeżdżamy z Chile. Przez granicę pomiędzy Aricą a Tacną. Troszeczkę się to wszystko przeciąga w czasie. Południowcy nie znoszą pośpiechu. Ba, oni go nie rozumieją. No tak. Wszystko jasne. Mają maszynkę do prześwietlania bagażu. A jak już mają, to i prześwietlają. Tyle że w sposób typowy dla południowców. Czyli wiele krzyku, a potem i tak cała para idzie w gwizdek. Bo co z tego że bagaże ślizgają się po taśmie, skoro nikt nie zwraca uwagi na ekran. Chociaż właściwie nie ma co narzekać. Byłoby gorzej, gdyby udało im się jednak coś w tych bagażach wypatrzyć.

Z autobusami też zamieszanie. Jeden dworzec. Drugi dworzec. W prawo. W lewo. Chwilunia. Panowie, po koleji. Nie pchajmy się. Wszyscy od razu chcą nam sprzedać bilety do Arequipy. Ale to dobrze, bo to oznaczy że istnieje na tym polu konkurencja, i będzie można negocjować ceny.

A negocjacje najlepiej jest zacząć od znalezienia kas. Bo gdy je odnajdziemy, to tak jak byśmy już zbili cenę o połowę.

Tak też się stało - Howk

Autobusy gorsze od tych w Chile. Ale też wybraliśmy najtańszą opcję, więc nie ma się co dziwić ani kręcić nosem. Taki turystyczny Sul del Cruz kosztuje dokładnie dwa razy tyle.

W naszym autobusie turystów nie ma. Jest za to kontrabanda. I to na całego. Ledwie zdążyliśmy wejść. Już nam pakują pod siedzenia jakieś sprasowane paczki. Niezłe jaja. Co to K.....rwa ma być ? Na cukierki to, to w żadnym razie nie wygląda. A jeśli w tych paczkach jest to, o czym myślimy? To w przypadku kontroli, już się z tego nie wytłumaczymy. Kurde. I to ma być ten folklor. Kontrabanda aż huczy. W dodatku same kobiety. Pewnie łatwiej jest im coś schować pod warstwami ubrań. My jednak nie za bardzo chcemy mieć z tym cokolwiek wspólnego. Ludzie, zrozumcie, w końcu jesteśmy na wakacjach!

Babka jednak jakoś nie bardzo kwapi się do usunięcia swoich paczek spod naszych foteli.

- To nic takiego. Teraz to nie strach. Strach to wyjechać z Chile -

- A wy co? nic nie przewozicie? - dziwi się kobieta.

Nie nic nie przewozimy. W końcu zirytowany sam wyciągam te paczki i rzucam na Jej miejsce. Chyba się trochę obraziła. Po chwili jednak zabiera swój towar, upycha go w inne miejsce i wysiada.

Pierwsza kontrola. Druga. Jakoś idzie. Jednak powietrze zeszło z nas dopiero, gdy dojechaliśmy do Arequipy. (choć kto wie. Może to widok kilkuset metrowych przepaści ponad którymi ciężko męczył się nasz autokar tak na nas podziałał?)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
DNA2007
Dori & Andrzej czyli DNA
zwiedziła 13.5% świata (27 państw)
Zasoby: 258 wpisów258 9 komentarzy9 111 zdjęć111 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
17.02.2009 - 17.02.2009