Geoblog.pl    DNA2007    Podróże    Czymkolwiek bądź, gdziekolwiek śpiąc...3 lata włóczęgi...    Nowy świat w środku nocy
Zwiń mapę
2008
08
sie

Nowy świat w środku nocy

 
Indie
Indie, Delhi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 59166 km
 
Do Delhi przylatujemy w środku nocy. I od razu, jakby na „dzień dobry” zostajemy przewiezieni po mieście. Fantazja naszego kierowcy najwyraźniej nie zna granic. A to hotel, który proponujemy spłonął. W drugim możemy stracić dorobek życia, a poza tym jest święto, więc nic poniżej 60-ciu dolarów nie znajdziemy. No chyba że przyjmiemy jego szeroko wyciągniętą i pomocną dłoń, to może coś jednak da się zrobić. My jednak okazujemy się istnymi niewdzięcznikami i pomimo klątw oraz bluzg, które lecą wiązkami w naszym kierunku decydujemy się szukać na własną rękę. I o dziwo znajdujemy. Nikt nas też przy tym nie zabił, ani nie okradł, a hotel o pięknej i dumnej nazwie Pink Palace z buszującymi karaluchami, wiaderkiem wody do mycia, grzałką do jej podgrzania i bez okna jest wprost uroczy, a przy okazji tani jak barszcz bez uszek.

Pierwsze wyjście na miasto pozostawiło na nas niezapomniane wrażenie. Ile tutaj pojazdów ho, ho, i jaki ruch. Głośno, brudno. Nie ma co, pod tym względem Indie biją na głowę nawet kraje arabskie, które jak dotąd były moimi niekwestionowanymi liderami w tych kategoriach.

Zresztą ludzie, brud, krowy i hałas będą już odtąd towarzyszyły nam w całych Indiach. Ktoś kto posiada delikatny żołądek, zmysł powonienia i wrażliwe bębenki słuchowe, lub co gorsza jest typem mizantropijnym, powinien szerokim i zdecydowanym łukiem omijać Indie. Nasze żołądki są już na szczęście porządnie zahartowane. Zajadamy więc samosy i różne inne dziwactwa prosto z ulicy i nic. Jedynie wszechobecna chili wyciska nam łzy z oczu. Wprost nie mogę wyjść z podziwu patrząc na Hindusa zajadającego jakiegoś piekielnego pierożka i przekąszającego go jeszcze papryczką, a wszystko to odbywa się w 40-sto stopniowym upale. Bo muszę także wspomnieć, że temperatura w Indiach w trakcie naszego pobytu rosła niemal z dnia na dzień. Po przylocie do Delhi było 25 stopni, gdy jednak przyszło nam opuszczać Indie po dwóch miesiącach, to samo Delhi żegnało nas już 47-mio stopniowym upałem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
DNA2007
Dori & Andrzej czyli DNA
zwiedziła 13.5% świata (27 państw)
Zasoby: 258 wpisów258 9 komentarzy9 111 zdjęć111 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
17.02.2009 - 17.02.2009